top of page

Z sesji własnej CIERPIENIE I ODRODZENIE


Ostatni czas był dla mnie bardzo trudny. Zanurzona w jakimś cierpieniu wewnętrznie bardzo czułam jakbym w sobie nosiła jakiś krzyż. Krzyż w którym noszę cierpienie ludzkości. Czuję wręcz całą sobą cierpienie każdej duszy, człowieka.

To było tal silne i tak mocne, że mnie samą wręcz wykańczało ale stale uciekałam od tego uczucia. To uczucie towarzyszyło mi przez długie lata ale również w życiowych sytaucjach dokładnie tak się objawiało.


Ostatnio na swej drodze właśnie takiego doświadczyłam ale już się zatrzymałam i chciałam na to popatrzeć.


Zobaczyłam siebie samą na krzyżu. Zawieszona, cierpiąca....

Patrzyłam na siebie samą jak bym widziała obraz Jezus, który notabene widzimy wszędzie i czcimy, ja również to robiłam.


Zatrzymał mnie ten obraz w sobie bardzo.

Podeszłam ja jako miłość i słyszałam w sobie.

Ściągnij mnie już proszę.


Zaczęłam ściągać siebie czule, delikatnie, płacząc co ja sobie sama zrobiłam.

Ukochując każdą część zranioną, opływającą we krwi, płaczącą i umęczoną.


Ścigałam siebie powoli i przytulałam. Tuliłam, tuliłam, przepraszałam, tuliłam, miłowałam siebie samą swoją Boskością i miłością we mnie.


Tulisz, miłujesz jak swoje dziecko, część siebie, którą w wyniku wierzeń, doświadczeń sama na krzyż powiesiłam.


Miłości wiele a ona we mnie ze mnie uczyniła z tej części piękną postać, świetlistą, czułą, miłującą , spokojną...


Krzyż spaliłam w miłości i wdzięczność.

Wdzięczności Boskości jaka przezemnie przepływa i jest we mnie i wypływa.


Ta część mnie, która wierzyła w cierpienie i została uzdrowiona przez miłość, Boskość we mnie zjednoczyła się ze mną jako jedna część miłująca. Moje cierpienie wewnętrzne, to które przez dlugie lata bolało, cisło znikło.

Pojawiła się ulga, miłość i szczęście taki pokój, spokój wewnętrzny.

Relanie od tego czasu moje życie się zmienia a siebie czuję spokojniejszą i w pełnym zaufaniu do życia. Energetycznie się zmienia i realnie również. Oczywiście to proces jak każdy inny.


To skrót oczywiście tego co we mnie pracowało i jak sama to czynię i dziś uczę, prowadzę w tej drodze jaką sami sobie tworzymy aby umiłować w sobie, siebie poprzez swoją Boską miłość w Sobie.


Bo ją Mamy!


Ps. I tak na moją skromną ale i wielką miłość matki, kobiety... Jezus nie był nigdy ukrzyżowany. Zadaj sobie pytanie? Czy jako rodzic chciałbyś aby Twoje dzieci tak cierpiały na krzyżu jak Jezus w odkupieniu i co tam jest jeszcze wymyślone. Czy chciałbyś aby Twoje dzieci cię kochały ze strachu, klękały przed Tobą i biły się w pierś itd. ?! Jakkolwiek będziesz sobie to tłumaczyć, sama przeszłam i dla mnie miłość to dobro, pokój, radość, szczęście, uniesienie i brak w niej cierpienia.


W Miłości Boskiej brak cierpienia a już w odkupieniu to masakryczna bzdura w którą i ja kiedyś wierzyłam. Dziś im więcej we mnie Miłości tym bardziej czuję jak wielce sami siebie skrzywdziliśmy.

Na moje uczucie Miłości we mnie Jezus i Maryja to boska energia, która jest obecna wszędzie i w nas również tak jak i Nasza.

Cierpienie jakie nam wkodowano to hmm... chyba na tyle już wszyscy jesteśmy świadomi, że wiemy czyje to jest. Bo z całą pewnością Miłość jest miłością i najpiekniejszym stanem, uczucie, energia w Nas ❤️ Tu mogłabym rozwijać ten temat ale to nie na ten czas i post.


DobroCi Kochani 🌹 Nata

 
 
 

Komentarze


bottom of page