Z sesji własnej CIERPIENIE I ODRODZENIE
- renata_rakoczy

- 27 wrz 2023
- 2 minut(y) czytania
Ostatni czas był dla mnie bardzo trudny. Zanurzona w jakimś cierpieniu wewnętrznie bardzo czułam jakbym w sobie nosiła jakiś krzyż. Krzyż w którym noszę cierpienie ludzkości. Czuję wręcz całą sobą cierpienie każdej duszy, człowieka.
To było tal silne i tak mocne, że mnie samą wręcz wykańczało ale stale uciekałam od tego uczucia. To uczucie towarzyszyło mi przez długie lata ale również w życiowych sytaucjach dokładnie tak się objawiało.
Ostatnio na swej drodze właśnie takiego doświadczyłam ale już się zatrzymałam i chciałam na to popatrzeć.
Zobaczyłam siebie samą na krzyżu. Zawieszona, cierpiąca....
Patrzyłam na siebie samą jak bym widziała obraz Jezus, który notabene widzimy wszędzie i czcimy, ja również to robiłam.
Zatrzymał mnie ten obraz w sobie bardzo.
Podeszłam ja jako miłość i słyszałam w sobie.
Ściągnij mnie już proszę.
Zaczęłam ściągać siebie czule, delikatnie, płacząc co ja sobie sama zrobiłam.
Ukochując każdą część zranioną, opływającą we krwi, płaczącą i umęczoną.
Ścigałam siebie powoli i przytulałam. Tuliłam, tuliłam, przepraszałam, tuliłam, miłowałam siebie samą swoją Boskością i miłością we mnie.
Tulisz, miłujesz jak swoje dziecko, część siebie, którą w wyniku wierzeń, doświadczeń sama na krzyż powiesiłam.
Miłości wiele a ona we mnie ze mnie uczyniła z tej części piękną postać, świetlistą, czułą, miłującą , spokojną...
Krzyż spaliłam w miłości i wdzięczność.
Wdzięczności Boskości jaka przezemnie przepływa i jest we mnie i wypływa.
Ta część mnie, która wierzyła w cierpienie i została uzdrowiona przez miłość, Boskość we mnie zjednoczyła się ze mną jako jedna część miłująca. Moje cierpienie wewnętrzne, to które przez dlugie lata bolało, cisło znikło.
Pojawiła się ulga, miłość i szczęście taki pokój, spokój wewnętrzny.
Relanie od tego czasu moje życie się zmienia a siebie czuję spokojniejszą i w pełnym zaufaniu do życia. Energetycznie się zmienia i realnie również. Oczywiście to proces jak każdy inny.
To skrót oczywiście tego co we mnie pracowało i jak sama to czynię i dziś uczę, prowadzę w tej drodze jaką sami sobie tworzymy aby umiłować w sobie, siebie poprzez swoją Boską miłość w Sobie.
Bo ją Mamy!
Ps. I tak na moją skromną ale i wielką miłość matki, kobiety... Jezus nie był nigdy ukrzyżowany. Zadaj sobie pytanie? Czy jako rodzic chciałbyś aby Twoje dzieci tak cierpiały na krzyżu jak Jezus w odkupieniu i co tam jest jeszcze wymyślone. Czy chciałbyś aby Twoje dzieci cię kochały ze strachu, klękały przed Tobą i biły się w pierś itd. ?! Jakkolwiek będziesz sobie to tłumaczyć, sama przeszłam i dla mnie miłość to dobro, pokój, radość, szczęście, uniesienie i brak w niej cierpienia.
W Miłości Boskiej brak cierpienia a już w odkupieniu to masakryczna bzdura w którą i ja kiedyś wierzyłam. Dziś im więcej we mnie Miłości tym bardziej czuję jak wielce sami siebie skrzywdziliśmy.
Na moje uczucie Miłości we mnie Jezus i Maryja to boska energia, która jest obecna wszędzie i w nas również tak jak i Nasza.
Cierpienie jakie nam wkodowano to hmm... chyba na tyle już wszyscy jesteśmy świadomi, że wiemy czyje to jest. Bo z całą pewnością Miłość jest miłością i najpiekniejszym stanem, uczucie, energia w Nas ❤️ Tu mogłabym rozwijać ten temat ale to nie na ten czas i post.
DobroCi Kochani 🌹 Nata






Komentarze