MALOWANIE
- renata_rakoczy

- 20 mar 2020
- 2 minut(y) czytania
Malowanie w obecności.
W obecności czyli bycie, przebywanie, uczestnictwo ale... całą sobą łącznie z sercem i głową.
Tak dziś kończyłam malowanie pokoju.
A tak przy okazji.
Szacunek wielki dla Panów, którzy zajmują się tym zadowodo.
Noszz... poprostu szacun i nic więcej nie dodam.
Ale taki eksperyment sobie zrobiłam.
Malowałam w radości serca i w obecności pełnej. Oczywiście mój umysł zaczynał swoje gadanie (wchodził w przyszłość):
- oj... zobacz jak dużo jeszcze
- oj... ciężko ci idzie
- oj... mogłabyś już skończyć
- oj... głodna jesteś, co na obiad
- ojkania było sporo
A ja zaczynałam czuć w sobie napięcie, zdenerwowanie, jakieś pretensje nie wiadomo do kogo, itd.
Malowanie wówczas zaczynało faktycznie wolniej iść i coś tam się krzaczyć.
Więc...
Zatrzymałam się na chwilę i do samej siebie.
Jest tylko ta chwila i ta mnie cieszy...
Bo...
Mam siłę
Farba się dobrze rozkłada
Bo widzę jak malować
Bo czuję zapach farby
Bo potrafię iść etapami
Noszz... dzięki Boże za te dary.
W obecności pełnej serducha, ciała i umysłu poszło sprawnie i w radości.
I tak mi przyszło, że ta obecność to właśnie tu i teraz. To jak modlitwa, medytacja, oddech, sen itd. Są w danej chwili...a jeśli chcę przeżywać moje życie w radości to tylko w pełnej obecności. Bez znaczenia co robię.
Kiedyś jeszcze w Malmö, pracowałam na sprzątaniu na pół etatu.
Moje ego, bunt sięgał zenitu.
Miałam jeden dom, który miałam sprzątnąć w 3 godziny. Ale nijak mi to wychodziło.
I zaczęłam obserwację samej siebie. Ileż w tych 4 godzinach (bo tyle potrzebowałam aby zrobić dom) było we mnie buntu, krzywdy, złości, żalu i Bóg jeden wie co jeszcze.
Ciało po pracy miałam całe spięte żeby nie powiedzieć... sama siebie wykończyłam przez to wielkie ego i szarpanie ale w głowie.
I tak... któregoś dnia po dyskusji z Bogiem (delikatnie to dziś nazywam) doszło do mnie.
Aby zacząć skupiać się na tym co robię.
Robić tak abym pamiętała każdy szczegół mieszkania po wyjściu.
I efekt sam mnie zaskoczył. Mieszkanie zrobiłam na luzie w 3 godziny. Bez zbezjbolowania samej siebie.
W radości i naprawdę... pierwszy raz w przyjemności.
I tak dziś w tym malowaniu. Przypomniała mi się powyżej opisana sytuacja.
W OBECNOŚCI ❤
Obserwować swój umysł co tam szemra.
I uwagę przekierować na obecność w tym czym aktualnie jesteś.
Trening taki pozwoli albo nauczy, wgra nową płytę w podświadomość.
I tak na dziś... może to doświadczenie w czymś Ciebie zatrzyma. Objawi jak chojnie każdego dnia jesteśmy obdarowani.
A jak mało przez życie przeszłością i przyszłością przegapiamy. Tym, że wiem sam lepiej bo...
Jak mocno bez tej obecności sami siebie niszczymy.
Bo...
Właśnie w tej obecności jest Bóg.
„O jedno prosiłem Pana, o to zabiegam: Abym mógł mieszkać w domu Pana przez wszystkie dni życia mego, By oglądać piękno Pana i by odwiedzać świątynię jego.” PS. 27,4 (BW)
Bo świątynią Jego jesteś Ty , ja i my wszyscy. Nasze serca i obecność w nim.
Ot... i tak na dziś.
Dobrego dnia 🌞
ReNata🌷
Foto: Colors for you




Komentarze