top of page

MALOWANIE 

Malowanie w obecności. W obecności czyli bycie, przebywanie, uczestnictwo ale... całą sobą łącznie z sercem i głową. Tak dziś kończyłam malowanie pokoju. A tak przy okazji. Szacunek wielki dla Panów, którzy zajmują się tym zadowodo. Noszz... poprostu szacun i nic więcej nie dodam. Ale taki eksperyment sobie zrobiłam. Malowałam w radości serca i w obecności pełnej. Oczywiście mój umysł zaczynał swoje gadanie (wchodził w przyszłość): - oj... zobacz jak dużo jeszcze - oj... ciężko ci idzie - oj... mogłabyś już skończyć - oj... głodna jesteś, co na obiad - ojkania było sporo A ja zaczynałam czuć w sobie napięcie, zdenerwowanie, jakieś pretensje nie wiadomo do kogo, itd. Malowanie wówczas zaczynało faktycznie wolniej iść i coś tam się krzaczyć. Więc... Zatrzymałam się na chwilę i do samej siebie. Jest tylko ta chwila i ta mnie cieszy... Bo... Mam siłę Farba się dobrze rozkłada Bo widzę jak malować Bo czuję zapach farby Bo potrafię iść etapami Noszz... dzięki Boże za te dary. W obecności pełnej serducha, ciała i umysłu poszło sprawnie i w radości. I tak mi przyszło, że ta obecność to właśnie tu i teraz. To jak modlitwa, medytacja, oddech, sen itd. Są w danej chwili...a jeśli chcę przeżywać moje życie w radości to tylko w pełnej obecności. Bez znaczenia co robię. Kiedyś jeszcze w Malmö, pracowałam na sprzątaniu na pół etatu. Moje ego, bunt sięgał zenitu. Miałam jeden dom, który miałam sprzątnąć w 3 godziny. Ale nijak mi to wychodziło. I zaczęłam obserwację samej siebie. Ileż w tych 4 godzinach (bo tyle potrzebowałam aby zrobić dom) było we mnie buntu, krzywdy, złości, żalu i Bóg jeden wie co jeszcze. Ciało po pracy miałam całe spięte żeby nie powiedzieć... sama siebie wykończyłam przez to wielkie ego i szarpanie ale w głowie. I tak... któregoś dnia po dyskusji z Bogiem (delikatnie to dziś nazywam) doszło do mnie. Aby zacząć skupiać się na tym co robię. Robić tak abym pamiętała każdy szczegół mieszkania po wyjściu. I efekt sam mnie zaskoczył. Mieszkanie zrobiłam na luzie w 3 godziny. Bez zbezjbolowania samej siebie. W radości i naprawdę... pierwszy raz w przyjemności. I tak dziś w tym malowaniu. Przypomniała mi się powyżej opisana sytuacja. W OBECNOŚCI ❤ Obserwować swój umysł co tam szemra. I uwagę przekierować na obecność w tym czym aktualnie jesteś. Trening taki pozwoli albo nauczy, wgra nową płytę w podświadomość. I tak na dziś... może to doświadczenie w czymś Ciebie zatrzyma. Objawi jak chojnie każdego dnia jesteśmy obdarowani. A jak mało przez życie przeszłością i przyszłością przegapiamy. Tym, że wiem sam lepiej bo... Jak mocno bez tej obecności sami siebie niszczymy. Bo... Właśnie w tej obecności jest Bóg. „O jedno prosiłem Pana, o to zabiegam: Abym mógł mieszkać w domu Pana przez wszystkie dni życia mego, By oglądać piękno Pana i by odwiedzać świątynię jego.” PS. 27,4 (BW) Bo świątynią Jego jesteś Ty , ja i my wszyscy. Nasze serca i obecność w nim. Ot... i tak na dziś. Dobrego dnia 🌞 ReNata🌷 Foto: Colors for you

 
 
 

Komentarze


bottom of page